Adam Małysz



Arka Noego


Golec uOrkiestra


 

przeciw ateizacji - odpowiedź na apel Jana Pawła II 

I Żebro wieloryba I Tomek Kamiński I Litza I Laurent I W4C I Jazz po góralsku I Beata Kozidrak I

Grażyna Cieślińska - projektantka i właścicielka sieci Salonów Sukien Ślubnych Parisette. Laureatka Złotego Wieszaka. Polska Dama Biznesu.

Rozglądam się. Na manekinach wiszą suknie z przezroczystego tiulu i bogatej, jedwabnej koronki w piaskoworóżowym kolorze; haftowane złotem, przetykane nićmi w kolorze starego srebra. Suknie drapowane, stebnowane, zdobione atłasowymi wstążkami; uzupełniane kompozycjami z kremowych róż, złocistych orchidei
i bladoceglastyc
h dzbaneczników.

Syrenie suknie cięte ze skosu wykorzystujące szczególną własność układania się materiałów, żyjące swoim własnym życiem. Obok kompozycji wyróżniających się zdyscyplinowanym umiarkowaniem, konstrukcje inspirowane kostiumami do oper Pucciniego "Madame Butterfly" i "Tristana i Izoldy" Wagnera. Wszystko to, mimo teatralnego przepychu urzeka lekkością.

YOU!: Kiedy patrzę na Pani opaleniznę, widzę odległe, egzotyczne wyspy.... Jak spędziła Pani wakacje?
Grażyna Cieślińska: Po raz pierwszy od 10 lat miałam urlop,
a opalenizna jest pamiątką z dwutygodniowej pielgrzymki do Częstochowy.

YOU!: Jak przeżyła Pani ten szczególny czas?
G. C.: W swoim życiu doświadczam często cudownych momentów. Piętnaście lat temu i moja mama była ciężko chora. Lekarze nie dawali jej żadnej nadziei na powrót do zdrowia. Wbrew medycznym diagnozom i racjonalnym przesłankom - wyzdrowiała.

Przyrzekłam sobie wówczas, że pójdę podziękować Matce Bożej za ten cud. Wraz ze mną wybrała się moja 8- letnia wnuczka - Anastazja. To ona wspierała mnie słowem
i dodawała odwagi, kiedy pęcherze na obolałych stopach przypominały o trudach podróżowania. Owocem pielgrzymki jest pokój, który mam teraz w głębi serca. Nie zamieniłabym go na nic innego.

YOU!: Czy znajomi nie zasypywali Pani po powrocie pytaniami?
G.C,: Owszem, przychodzą, patrzą, oglądają, nie dowierzają.... Dla wielu osób najstosowniejszym i być może jedynym miejscem stosownym dla projektanta jest wybieg, po którym przechadzają się modelki.
YOU!: Wystrój sklepu zaaranżowanego w starym stylu zwraca uwagę starannie przemyślaną stylizacją: wiekowe kasy sklepowe, przypominające czasy subiekta Wokulskiego; dziesięć dwunastoramiennych, kryształowych żyrandoli i cztery zegary,
z których żaden nie odmierza już czasu...Rekwizytornia nastroju
i klimatu.
G. C: Nie lubię nowoczesnych wnętrz. Uważam, że tak jest "cieplej", ale też elegancko i przytulnie. A zegary... No cóż, tutaj czas się "zatrzymał"... Kiedyś wezwaliśmy zaprzyjaźnionego zegarmistrza, który uruchomił jeden z zegarów. Tyle tylko, że ten naliczał czas wstecz. Ciągle się cofał, jakby nie chciał przekroczyć zaczarowanego progu współczesności. Wiele dziewcząt zamawiających u nas suknie twierdzi, że nasz salon jest magicznym miejscem, Krainą Spełnionych Marzeń.
YOU!: Czy jako dziewczynka ujawniała Pani talenty projektanckie, np. ubierała swoje lalki?
G. C.: Nie! Nie miałam nawet takich ciągot. Po wyjściu za mąż pojawił się pomysł związany z konfekcją. Właściwie to nie ja zdecydowałam się na modę. To moda zdecydowała się na mnie. Szyjemy tutaj wszystko na miejscu, chociaż materiały sprowadzamy z Zachodu.

Z Londynu i z Lyonu, konkretnie
z Calais, gdzie są stare zakłady koronkarskie.

YOU!: Z jakich materiałów szyjecie Państwo suknie ślubne?
G. C.: Naturalne, szlachetne jedwabie; welury na przezroczystej osnowie; szantungi, satyny, tafty, organtyny, muśliny. No i oczywiście koronki uszlachetniane ręcznie, ozdabiane. Naszywane kamieniami, perłami, kwiatami. Od niedawna współpracujemy ze znanym jubilerem francuskim, nabywając u niego imitacje diamentów.
YOU!: Jakie intencje towarzyszą Pani działalności jako projektanta mody? Suknie jak ramy dodają wytworności kobietom, ale czy nie stoi za tym również aspekt marketingowy?
G.C.: Tworzę konfekcyjne ramy, z pełną świadomością, że są one dodatkiem, a nie treścią. Tym niemniej dodatkiem niezwykle istotnym. Skoro mamy swojego Ojca w niebie, który jest Królem stworzenia, a my jesteśmy jego dziećmi, to wobec tego synowie Króla są książętami. Jego córki zaś księżniczkami. Już na co dzień - w miarę swoich możliwości - księżniczka ma wyglądać po książęcemu, a w dniu zaślubin uwidacznia się to w sposób szczególny. Proszę zwrócić uwagę, że chociaż bezpośrednio Ewangelia nie mówi nic na temat elegancji Maryi, to wzmianki biblijne na ten temat są liczne. Wystarczy przypomnieć Pnp 6,10: "Kimże jest ta, która świeci z wysoka jak zorza, piękna jak księżyc, jaśniejąca jak słońce, groźna jak zbrojne zastępy". To wszystko jest hymnem na cześć elegancji Maryi. Oczywiście elegancji w sensie wytworności wewnętrznej, a nie płynącej
z częstego odwiedzania "butików" w Nazarecie lub "salonów mody" w Jerozolimie. Wczytując się dokładniej w treść poszczególnych ksiąg Biblii, można jednak snuć także przypuszczenia o elegancji zewnętrznej Maryi. Kościół nazywa Ją przecież Różą Jerycha, Konwalią majową. Cedrem Libanu, Palmą Kedeszu...

YOU!: W jakim czasie przed ceremonią zaślubin powinna zgłosić się do Państwa przyszła panna młoda, aby zdążyć z uszyciem sukienki?
G. C.: Przynajmniej 3 miesiące przed ślubem. Każda młoda dziewczyna chce mieć kreację zaplanowaną wyłącznie dla niej, egzemplarz pojedynczy, niepowtarzalny. Projekt powstaje bezpośrednio na kobiecie.

To nie jest tak, że my od razu tę suknię widzimy. Ona jest rzeźbiona na niej i powstaje przy współudziale zainteresowanej, dlatego potrzebujemy kilku spotkań. To jest realizacja jej marzenia. Bardzo często młoda kobieta nie wie w szczegółach jak ma wyglądać jej suknia. Ona jest pewna tylko jednego: "Suknia ma być piękna!". Wiele razy jest tak, że dziewczyna przyjeżdża po suknię białą, a wyjeżdża z kremową i jest zadowolona. Te zmiany następują bardzo często w trakcie.
YOU!: A czy nie zdarza się też tak, że dziewczyna przyjeżdża do Państwa już z gotowym pomysłem?
G. C.: Rzadko. Nawet jeśli ma konkretny projekt, on często ulega zmianie.


YOU!: Z perspektywy lat, jak Pani ocenia, od czego zależy wygląd sukienki, którą założy na siebie panna młoda w dniu ślubu?
G. C.: Od jej wnętrza, jej serca. Oczywiście, że dla każdej dziewczyny jest inna suknia! Dlatego, kiedy ona pojawia się u nas po raz pierwszy z decyzją złożenia zamówienia, wszystko zaczyna się od ucha. My słuchamy ją, kiedy ona opowiada o tym jak chciałaby, aby ta suknia wyglądała. Słucham ja, słuchają panie plastyczki zastanawiające się nad wyborem ornamentów. I suknia zaczyna powstawać przestrzennie w naszej wyobraźni. Czasem zaczyna się ona od obrazu jakieś części, detalu sukienki. Rzadko mamy gotową od razu całościową wizję.
YOU!: Źródło inspiracji twórczych....
G. C.: U nas pracujemy sercem. Generalne nastawienie jest następujące: chcemy, aby dziewczyna w dniu ślubu wyglądała pięknie. Sztab ludzi pracuje nad jej wyglądem. I rzeczywiście powstają zachwycające kreacje; często efekt końcowy przerasta nasze oczekiwania, mimo tego, że z założenia chcemy dać maksimum. To nie jest tylko samo szycie. To jest duża dawka serca włożona zarówno w proste jak i złożone czynności: krojenie, naszywania, ozdabianie, wykańczanie, prasowanie, nadawanie gładkości szwom. Zależy nam na tym, aby w tym najpiękniejszym dniu w życiu, dziewczyna była na prawdę szczęśliwa. Niedawno szyliśmy suknię dla dziewczyny -lublinianki, której mąż jest rodowitym teksańczykiem. Zgodnie z życzeniem rodziców. Pan Młody zabierał Pannę Młodą do kościoła, już ubraną w pełnej gali, bezpośrednio od nas. Podjechał po nią limuzyną tuż pod sam salon, wszedł... Ona właśnie schodziła ze schodów. On właśnie zamykał za sobą drzwi. Spojrzał i ... Jakby ktoś niespodziewanie rozerwał sznur pereł. Kultura europejska wzbraniająca łez mężczyznom straciła swoją wiarygodność.
YOU!: Jak wyglądała narzeczona Teksańczyka?
G. C.: O! Natalia to dziewczyna wyjątkowo delikatnej urody. Jej białą, długą suknię pokrywały misterne, biżuteryjne kwiaty. Zużyliśmy kilka tysięcy maleńkich brylancików. Suknia lśniła na krawędziach załamań fałd, rozbłyskiwała świetlistymi refleksami, dając wrażenie żywej, ruchomej kolii, wręcz iluzji. Sądzę, że poza naszym wysiłkiem jest jeszcze coś - czy może przede wszystkim to - co dodaje Matka Boża wszystkim pannom młodym: Użycza im Ona Swojego blasku, okrywa ich płaszczem Swojej obecności. W końcu to za Jej przyczyną pierwszy cud w Kanie Galilejskiej uczyniony został dla zakochanych.
YOU!: Ile materiału zużyto na ową "iluzję"?
G. C.: Jakieś 30,40 metrów. To był szyfonik - kryształek francuski. Do tego jeszcze tren z koronki, około 10 metrów. Plus pół belki na spodnią halkę, czyli ok. 20 metrów.
YOU!: Czy suknie mają jakieś swoje nazwy własne?
G. C.: Owszem. Mamy przepiękną ślubną suknię pokazową "Titanic", "Przeminęło z wiatrem". Niektóre tytuły kreacji związane są ze stylem zachowań się ich nabywczyń podczas przymiarek. W taki oto sposób "narodziła się" np. "suknia rzewna" czy "cud nad Wisłą".
YOU!: Czy nadal króluje niepodzielnie biel?
G. C.: Zdecydowanie wraca biel i wszystkie jej odcienie.

Poza tym: ecru, trochę różu także w tym roku było,
no i kilka sukni jasnoniebieskich. Można dostrzec akcenty innych kolorów w hartach, wzorach kwiatowych i dodatkach. Suknie szyje się zarówno
z gładkich jak i połyskliwych tkanin. Koronki pojawiają się głównie w wykończeniach. Welony z tiulu okrywają tak ramiona jak i doły sukni.

YOU!: Jakie inne dodatki do sukien ślubnych projektuje Pani?
G. C.: Welony, kapelusze, rękawiczki, diademy. Całkiem niedawno uzupełniałam toaletę tiulowym, koronkowym wachlarzem, rozpiętym na delikatnym stelażu. Elegancja to nie tylko przepych. To przede wszystkim styl. Stąd symetrię - symbol perfekcji zastąpić można efektem nakładanych wielowarstwowo tkanin. Poza tym generalnie chciałabym zaproponować młodym dziewczynom nowy rodzaj zmysłowości - skromność. Zawsze też powtarzam: "Bądź sobą, a będziesz Kimś".
YOU!: Jak wyglądają przymiarki?
G. C.: To są duże emocje. Czasem dziewczyny płaczą przy miarach. Zdarza się, że... mdleją. Niejednokrotnie efektem rygorystycznych diet przedślubnych jest zmiana rozmiarówki. Mieliśmy dziewczynę, która przy pierwszej miarze nosiła 38, przy ostatniej 36. Tak bywa. Ale suknie wydajemy tydzień przed ślubem zawsze jest jeszcze czas na zaszewki lub na generalne zwężenie.
YOU!: Kiedy myślę o sukni Natalii, "Ważce", zastanawiam się nad katorżniczym nakładem pracy włożonym w umocowywanie diamencików, precyzję draperii i ornamentów...
G. C.: Istotnie. Dla efektu końcowego zamierzonego wzoru, komponowanego z "drobin" (średnica najmniejszych brylancików nie przekracza 2 mm) potrzebna jest peseta i zegarmistrzowska wręcz dokładność przy naklejaniu ich na materiał. Najmniejsza nawet pomyłka powoduje zmianę kąta załamywania się promieni świetlnych i utratę opalizacji.

Nasze plastyczki "rozbijają" metry gipiury na drobniejsze elementy, pokrywając je setkami perełek i kolorowych szkiełek. Jest to misterna dziubanina, rodzaj pracy, który absolutnie wyklucza pośpiech i przypadkowość. Naszywanie to przede wszystkim pokłute ręce. Zrogowaciałe opuszki palców, przypominają małe sitka do cedzenia herbacianej esencji. Naparstek, przy tak delikatnych i niewielkich płaszczyznach, nie sprawdza się, nie "czuje". Nie pozostaje wówczas nic innego jak... (bezradne wzruszenie ramion). No, po prostu: siedzi się, płacze i naszywa....
YOU!: Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że tyle wysiłku kosztuje "uroda" ślubnej sukni.
G. C.: Wiele osób w taki właśnie sposób widzi tę sprawę. Jeszcze większej grupie nigdy "komponowanie" sukni ślubnej nie kojarzy się ze łzami, napięciem ścinającym z nóg (trzeba zdążyć na czas z ostatnimi poprawkami, a została już tylko jedna, krótka noc) i ogromną odpowiedzialnością. Panna młoda musi być zadowolona, a nam osobiście zależy na tym, żeby ten dzień był dla niej wyjątkowy.
YOU!: Pani Grażyno, jeśli wielkie krawiectwo godne jest miana sztuki, to chciałabym zapytać, czego życzy się projektantom? Oskara Mody, zdobycia diamentowego naparstka?
G. C.: (uśmiechając się tajemniczo) Niekoniecznie. My chcielibyśmy tylko uszyć w prezencie ornat dla Ojca Świętego... No i żeby się spodobał.


   
I ŚWIATOWA RODZINA "YOU!"I SKŁAD REDAKCYJNY "YOU!" I PRENUMERATA I LIST OD WYDAWCY I