Adam Małysz



Arka Noego


Golec uOrkiestra


 

przeciw ateizacji - odpowiedź na apel Jana Pawła II 

I Róża Jerycha I Żebro wieloryba I Tomek Kamiński I Litza I W4C I Jazz po góralsku I Beata Kozidrak I

Zdzisław Gasperowicz - "poeta grzebienia i "dyktator mody fryzjerskiej" w Polsce pochodzi z rodziny, gdzie fryzjerstwo przekazywane jest w genach. (Dziadek i ojciec Laurenta byli fryzjerami, syn Sacha jest artystą fryzjerem również). Człowiek, który całe swoje życie poświęcił trzem pasjom: rodzinie, malarstwu (studia w Akademii Sztuk Pięknych w Louvre) i fryzjerstwu. Praktykował u Alexandra (Francja), Monsier Marc na Madison Avenue (Nowy Jork) i u Eduarda de Paris (wuja) w Porto Rico.

YOU!: Czy "Laurent" to pseudonim artystyczny?
Zdzisław Gasperowicz: Zgadza się, po polsku to tyle samo, co Wawrzyniec. Kiedy pracowałem u Alexandra (największy kreator mody francuskiej), on któregoś dnia powiedział do mnie: "Słuchaj, ja nie wymówię twojego imienia - Źdź... źdź... i moje klientki również. Ja mam już Jean Claude'a , Jean Pierre'a, ty będziesz Laurentem, bo takiego jeszcze nie mam". Tak też zostało.
YOU!: Co i kiedy zadecydowało o Pańskim zainteresowaniu się fryzjerstwem?
Laurent: Rozpoczynałem już jako mały chłopiec obserwując pracę ojca. Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się od spojrzenia, potem narodziła się pasja, a po latach praktyki profesja.
YOU!: Skąd czerpie Pan inspiracje do swoich fryzur?
Laurent: Wszystko może stać się inspiracją: krajobraz, muzyka, literatura, ale przede wszystkim, to co jest w naturze. Płacząca brzoza, nostalgia opadających smutno gałęzi - pobudza wyobraźnię zarówno malarza jak i fryzjera. Strzelistość drzewa wspinającego się ostro ku niebu, ma w sobie także coś odmładzającego. Artysta fryzjer musi szukać skutecznych sposobów, aby rzeźbiąc w delikatnej materii włosów połączyć ze sobą te dwa żywioły, ujarzmić smutek przez młodość. Kiedy w czasie wakacji przemierzaliśmy Hiszpanię krętą serpentyną dwupasmówek, zrozumiałem, że właśnie one są najlepszym wzorem łagodności i sprężystości skrętów dla dziewczęcych loków. Z kierunków malarskich najbardziej cenię sobie impresjonizm. Jeśli chodzi o muzykę: Chopin (stąd słowiańska grzywka typu "strzecha") i Vivaldi. Przeczytana lektura, projekcja filmu, element pejzażu (dzikie, kolorowe ptaki Afryki) - to niewyczerpane kopalnie pomysłów. Ilustracja. Na odbywającym się w Londynie Altemative Hair Show przebiegającym pod hasłem "Dziewczyny Milenium" mogliśmy oglądać fryzury opatrzone tytułami: Most Nowego Milenium (Luis Liongueras), Inwazja (typ: Andromeda-Lara Johnson), Gwiezdne Wojny (Van Michel), Księga Dżungli (Burlingtons).


YOU! : Jak z perspektywy czasu wspomina Pan studia w Paryżu?
Laurent: Fantastycznie, właśnie wtedy poznałem Michele, miłość mojego życia, z rozdwojonymi końcówkami włosów. Szukałem miejsca w zatłoczonej stołówce akademickiej, jedyne wolne okazało się być naprzeciw długowłosej dziewczyny. Usiadłem. Na jej tacy znajdował się dokładnie taki sam zestaw jak na mojej. Była to sałatka - szlagier kulinarny, hit sezonu studentów z pustą kieszenią. Zawiłą drogą konwersacji dowiedziałem się, że studiuje ona aranżację wnętrz. Trzy lata później pobraliśmy się, a w tzw. międzyczasie ona wykradała dla mnie wszystkie befsztyki z lodówki swojej babci i mamy.
YOU!: Mieszkał Pan w akademiku?
Laurent: Nie. Długi czas wynajmowałem mały pokoik wspólnie z kolegą. Poważnym mankamentem tej sytuacji był fakt, że ja w nocy lubiłem malować, a w dzień czesać. Tymczasem on posiadał trzy przypadłości: był cholerykiem, miał kłopoty z zasypianiem, a przy tym wszystkim wyposażony został w nadzwyczaj rozwinięty zmysł powonienia. (Wystarczyło odkręcić tubę z farbami, a jego łóżko zamieniało się w wyrzutnię rakietową). Skutków takiej kombinacji upodobań nie trudno jest się domyśleć. Wkrótce wyprowadziłem się. Zamieszkałem u znajomych przy rue de la Tremoille blisko Champs Ełysees. Regulowałem należność za wynajem czesząc co sobotę ich 6-osobową rodzinę.

Dzięki temu każdy zaoszczędzony grosz mogłem wydawać na pędzle, ćwiczenia, rysunki i płótna, które w Paryżu są bardzo drogie.
YOU!: Czy mógłby odnaleźć Pan w katalogu pamięci najbardziej dramatyczne i najbardziej humorystyczne wydarzenie związane z wykonywanym zawodem?
Laurent: Dramatyczne? Kiedyś przyszła do mojego salonu panna młoda ze swoim narzeczonym, obydwoje bardzo przejęci zbliżającą się ceremonią zaślubin. Poproszono mnie o wykonanie próbnej fryzury na ten szczególny dzień. Swojego przyszłego męża dziewczyna na czas eksperymentowania wysłała do pobliskiej kawiarni. Wszystkie zabiegi trwały około dwóch godzin. Narzeczony wrócił punktualnie, panna młoda stoi przy recepcji już gotowa. Tymczasem on rozgląda się dookoła nie poznając jej. Po paru chwilach nerwowego wertowania kobiecej zawartości salonu, z niepokojem pyta mnie: "Gdzie jest moja Asia?". "Tutaj obok". "To ty?" Asia z brunetki stała się blondynką, mając z natury proste włosy zażyczyła sobie barokowej fryzury. On zbladł, zdrętwiał, czerwony się zrobił, wpatrywał się i wpatrywał. Ja sam przestraszyłem się: może on zechce - po tej matamorfozie - ślub odwołać, może ona tak zbrzydła... Wyglądało na to, że mężczyzna sam nie wie, czy dziewczyna podoba mu się w nowym wcieleniu, czy też nie. "Oj, mistrzu, mistrz to jest czarodziej, trudno Asie poznać". To była przygoda dramatyczna z aspektem komicznym. Ale kiedyś zdarzyło się również, że czesałem fryzurę z dopiętą treską. Traf chciał, że z właścicielką owej fryzury znalazłem się tego wieczoru, w tej samej paryskiej dyskotece. Sala wypełniona była po brzegi tańczącymi, ani szpilki wetknąć.

Nagle od przekątnej zaczął tworzyć się korytarz, jakaś kobieta desperacko wymachując rękoma jak wiosłami usiłowała, znaleźć się na drugim brzegu sali. W wyciągniętej szekspirowsko przed sobą ręce trzymała treskę. Rozwarstwiło się moje misterne uczesanie. Kobieta uczepiła się kurczowo łokcia, ciągnąc mnie w stronę damskiej toalety. Nie miałem wątpliwości, chodziło o szybką rekonstrukcję. Zanim udało się mi tego dokonać - mężczyzna w damskiej toalecie traci pewność siebie - za moją klientką ustawiła się już cała kolejka nieznanych mi dam, oczekująca ode mnie poprawiania fryzur.
YOU!: Nowe trendy we fryzjerstwie, na czym one polegają?
Laurent: Generalnie można byłoby nazwać to fascynacją latami 70-ymi. Mamy się nimi inspirować, a nie kopiować. Obowiązuje przedziałek w środku czoła i grzywka. (O ile fryzura ma grzywkę!) Długość grzywki do połowy czoła lub krócej. Może być dramatyczna, bądź też wystylizowana indywidualnie. To właśnie grzywka decyduje o pierwszym spojrzeniu, wyglądzie twarzy, makijażu; jest witryną i markizą twarzy jednocześnie. Współczesna dziewczyna stawia na wygodę, szybkość wykonania fryzury, domowy sposób przeczesania. Dla rodzaju męskiego militarne, króciutkie strzyżenie maszynką.
YOU!: Jak będzie wyglądała transformacja wiosennej kobiety 2000 roku?
Laurent: Na wiosnę nie będziemy nikogo szokować awangardowymi pomysłami. Podstawowym atrybutem fryzur tego sezonu będzie ich prostota. W dominujących kształtach kwadratów, włosy o różnych długościach będą nieznacznie cieniowane i wystrzępiane tak, żeby podkreślić ekspresję objętości wyrażoną w ruchu włosów. Naturalne zamieszanie wprowadza do fryzur przede wszystkim perfekcyjne strzyżenie i - uwaga! - perfekcyjnie nałożony kolor. Właściwie wiosenny sezon nie ma preferencji - modne są wszystkie kolory: blondy, rudości, brązy, a nawet czerń. Z tym, że ciemne kolory powinniśmy przełamać jaśniejszymi.
YOU!: Czesał Pan światowe damy, takie jak: Elizabeth Taylor, Milene Demongeot...
Laurent: O tak! Kiedy usiadła na moim fotelu Maria Callas, omal - z wrażenia - grzebień nie wypadł mi z ręki.
YOU!: W życiu zdarzają się sytuacje z pogranicza snu i jawy. Gdyby któregoś poranka otulonego w bandaż mgły, przyszła do Pana znajoma Leonarda da Vinci, Mona Lisa, jaką fryzurę by jej Pan zaproponował?
Laurent: Żadnej. Piękno połączone z prostotą wyklucza możliwość ingerencji.


YOU! Współczesne dziewczyny nie marzą już o spotkaniu wróżki, lecz o metamorfozie zewnętrznej, której dokonają wprawne ręce profesjonalisty...
Laurent: Tak, fryzura jest rzeczywiście ważna, tj. pierwszy kontakt z otoczeniem. Poza tym jako element estetyki zewnętrznej, wnosi dużo energii do dnia codziennego. Stąd odpowiedzialność, żeby z fryzurą trafić, zmienić i nie zepsuć; dlatego tak ważne jest pierwsze strzyżenie. Młodzi mają swoje upodobania, swoich idoli. Nie wolno tej kwestii lekceważyć, ponieważ zranimy ich co do estetyki w ogóle. Zły stomatolog może pokaleczyć dziąsło i potem całe życie człowiek drży przed fotelem dentystycznym. Głupi fryzjer, który nie ma wyczucia, nie harmonizuje wspólnej pracy - oczekiwań i realnych możliwości, które dają konkretne włosy - wcześniej czy później, straci popularność. Dzisiaj dysponujemy coraz bardziej nowoczesną technologią. Znamy nowoczesne sposoby "robienia" fal, nie musimy się już męczyć z żelazkiem Mamy wspaniałe nożyczki, które tną włos nie niszcząc końcówki. Brakuje tylko twórczych indywidualności. Często rzemiosło jest dobrze opanowane, ale daje o sobie znać brak kreatywności. Wszystko staje się skomputeryzowane, szablonowe. W moich czasach wieczorem nie oglądało się tyle TV, zostawało więcej czasu na myślenie. Człowiek chciał dać światu z siebie coś ponad.
YOU!: Jeszcze 7 lat temu kiedy, nie rozpoczął Pan frauchizingu (sprzedaż licencji znaku firmowego), więcej słyszeliśmy o Pana wystawach i ekspozycjach. Czy nosi Pan w sercu pragnienie powrotu do tego czasu?
Laurent: Naturalnie! Z radością wrócę do malarskiego atelier i pędzla. Wrócę do moich ulubionych motywów malarskich: nastrojowych pejzaży paryskich uliczek, Mont Martres w Paryżu, Krakowskiego Przedmieścia, Starówki ' Warszawskiej i mazowieckich krajobrazów.

YOU!: Ulubione danie...


Laurent: Świeża bagietka z odrobiną masła, czerwone wino. No i sery, te śmierdzące - camembery i te wiejskie roquefory. Zazdroszczę Francuzom piekarzy i piekarenek znajdujących się przy każdej ulicy. Możliwość wyboru pośród niezliczonej ilości gatunków pieczywa sprawia, że człowiek mając nawet parę o franków przy duszy czuje się Rockefellerem.
YOU!: Dziękuję za rozmowę.
Laurent: Pozdrawiam czytelników Magazynu YOU!

   
I ŚWIATOWA RODZINA "YOU!"I SKŁAD REDAKCYJNY "YOU!" I PRENUMERATA I LIST OD WYDAWCY I