Adam Małysz



Arka Noego


Golec uOrkiestra


 

przeciw ateizacji - odpowiedź na apel Jana Pawła II 



I Róża Jerycha I Żebro wieloryba I Litza I Laurent I W4C I Jazz po góralsku I Tomek Kamiński I


Debiutowała w 1978 roku na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Od tego czasu zaskakuje swoją publiczność nowymi pomysłami w postaci dwunastu płyt i wielu nietuzinkowych pod względem artystycznym koncertów. Wyśpiewała kilkadziesiąt przebojów, które zawsze cieszą słuchaczy swoją różnorodnością i aktualnością - od nastrojowych ballad: "Prorocy świata", "Małpa i ja", "Belle ami", "Dziesięć przykazań", po utwory żywiołowe i entuzjastyczne: "Nie ma wody na pustyni", "Biała armia", "Dzień za dniem".
Porównywano ją z Kate Bush, Niną Hagen, Minnie Ripperton. Ona sama uważa, że tego, co robi nie da się zaszufladkować, o czym przekonuje nas ostatnia płyta Bajmu zatytułowana "Szklanka wody", która ukazała się we wrześniu tego roku.
Jedno jest pewne, Jej głos można porównać do wulkanu a wrażliwość do ciepłej, letniej nocy.


Po prostu: Beata Kozidrak.

You!: Zacznę od gratulacji. We wrześniu ukazała się jedenasta w dorobku Bajmu płyta "Szklanka wody", która sprzedaje się doskonale. Wcześniej zrealizowała Pani projekt solowy. Jest Pani laureatką wielu festiwali, zdobywczynią nagród krajowych i zagranicznych, posiadaczką fascynującego głosu.

Na koncerty Bajmu przychodzą rzesze oddanych fanów. Mówią, że "cierpliwość tka misterne dzieła"... Czy zatem Beata Kozidrak jest osobą cierpliwą?
B.K.: Jeśli chodzi o twórczość to jestem niecierpliwa, ale nie robię nic po łebkach. Gdy mam jakiś pomysł, to muszę go zrealizować. Kiedy otrzymuję nowe piosenki zawsze zastanawiam się nad całością płyty, piszę teksty i dopóki nie jestem z nich zadowolona dopóty jeszcze nie nagrywam. Czyli nie za szybko, ale jednocześnie nie za długo. Sądzę, że co do realizacji ostatniej płyty byłam cierpliwa i ta cierpliwości została nagrodzona.
You!: A w życiu prywatnym?
B.K.: Jestem bardziej cierpliwa. Czasami wyprowadzają mnie z równowagi problemy natury codziennej. Napięcie w pracy powoduje, że szybciej się denerwuję. Ale staram się cały czas z tym walczyć i wewnętrznie uspokajać.
You!: No właśnie, dziennikarze, fotoreporterzy, publiczność...Czy nie ma Pani czasem ochoty uciec na bezludną wyspę?
B.K.: Uciec, ale na krótko. Jestem osobą, która tęskni za swoją publicznością. Lubię się otaczać ludźmi i z nimi przebywać. Na wyspie zatęskniłabym również do muzyki, do swojej twórczości.
You!: Czyli nie jest Pani typem samotnika?
B.K.: Miewam takie chwile, kiedy wyciszam się i lubię być sama ze sobą, z własnymi myślami. Jest to bardzo potrzebne, żeby nabrać równowagi, jakiegoś dystansu i pokory do świata, muzyki i swoich najbliższych. Warto cieszyć się sukcesami, ale należy wiedzieć, że kiedyś może przyjść porażka.
You!: Czy Pani zdaje sobie sprawę z faktu, że jest wzorem dla swojej publiczności, że spoczywa na Niej odpowiedzialność za tych wszystkich ludzi, którzy przychodzą na Pani koncerty?
B.K.: Mam tę świadomość i jest to twardy orzech do zgryzienia. Zdaję sobie sprawę, że to, co mówię do ludzi jest ważne. Akurat jeśli chodzi o słowo śpiewane jestem jego pewna, bo znam swoją twórczość, która nie jest pusta i infantylna. Sądzę, że każdy tekst jest jakąś myślą przewodnią w życiu. Dlatego, jeśli wyśpiewuję mądre teksty, wiem, że mogą one pomóc wielu ludziom. To taka moja mała cegiełka w tym, co można drugiemu człowiekowi ofiarować.
You!: Od przeboju "Piechotą do lata" minęło sporo czasu. Ale słuchając Pani piosenek można wnioskować, że istnieją dla Niej wartości niezmienne, takie jak miłość, przyjaźń, nadzieja, które nadają sens życiu...
B.K.: Nie jestem nastolatką, tylko dojrzałą kobietą. Zatem jeśli o czymś piszę, to wiem, że tak jest naprawdę, bo sama to przeżyłam.

Zdaję sobie sprawę ile miłość znaczy w naszym życiu. Myślę tu nie tylko o tej, która rodzi się między kobietą a mężczyzną, ale także o miłości ogólnoludzkiej. Jeśli sami będziemy kochać, to również będziemy kochani. Jeśli nawet nie znajdziemy od razu wielkiego uczucia a będziemy emanować tą miłością w pracy, w swoim dziele, na co dzień, to w końcu zostaniemy nagrodzeni. Staram się mówić o tym bez przerwy, bo miłość uważam za podstawę naszego życia. Może z tego względu teksty, które piszę są absolutnie blisko ludzi, związane z ich przeżyciami, uczuciami.
You!: W latach osiemdziesiątych śpiewała Pani pytając "Co mi Panie dasz", teraz prosi Boga o "złoty deszcz". Czy Pani modli się śpiewając?
B.K.: Moje spotkanie z Bogiem następuje w różnych miejscach, to może być na przykład podróż. Niejednokrotnie pragnę, aby Bóg czuwał nade mną, nad moim zespołem i rodziną, abyśmy byli bezpieczni. Dzielę się z Nim każdym swoim odczuciem, moimi myślami. Nie mogę powiedzieć, czy jest to typowa modlitwa, ale z pewnością jakiś rodzaj zadumy, wewnętrznej ciszy, którą inni muszą uszanować. Przed samym koncertem muszę się wyciszyć i myśleć tylko o tym, żeby to całe pozytywne nastawienie przekazać ludziom. Jest to taki specyficzny rodzaj modlitwy za nas wszystkich, byśmy podczas tych dwóch godzin zapomnieli o swoich troskach. Myślę, że jest to pozytywna ekspresja, która działa obustronnie. To pozwala mi być sprawną w tym wszystkim, co robię i dzięki Bogu pomysły mnie nie opuszczają.

You!: Nie ma Pani zatem wrażenia, że Bóg wyznaczył Jej życiu wyjątkową drogę?
B.K.: To nie jest na pewno przypadek, bo też sam mój głos, który dojrzewał przez wiele lat, tylko dwa razy w życiu pozbawił mnie siebie. Jest on niezwykłym darem, za który, witając każdy nowy dzień, dziękuję Panu Bogu. Jestem Mu wdzięczna za to, że mogę podróżować, zwiedzać i na swój sposób pomagać wielu ludziom.
You!: Celine Dion wyznacza sobie takie dni, gdzie nie mówi nic, a wszystko po to, by oszczędzać głos, ale Pani to chyba nie grozi?
B.K.: Można powiedzieć, że ja w ogóle nie dbam o struny głosowe. Gdy wracam z trasy naturalnie są one zmęczone, co jest słyszalne, bo mam wtedy niższy głos. W takich sytuacjach biorę jedynie wapno i drażetki dezynfekujące gardło i oczywiście mniej gadam.
You!: Oprócz tego, że działalność muzyczna pochłania Panią bez reszty, od prawie 20 lat udaje się Jej godzić życie rodzinne z pracą na scenie. W tej kwestii należycie z mężem Andrzejem do wyjątków. Rodzina jest dla Pani ...
B.K.: Wielkim szczęściem, które otrzymałam w darze. Rzeczywiście są dni, kiedy nie ma sielanki, są kłótnie, problemy, które musimy rozwiązać. Ale dajemy sobie z tym radę i bardzo siebie potrzebujemy. Stanowimy naprawdę fajną rodzinkę, która nie potrafi bez siebie dłużej wytrzymać. Andrzej jest moim wielkim przyjacielem, rozumie mnie i w trudnych chwilach stara się pomagać. Ale też ja nie jestem kobietą, która wyłącznie opiera się o ramię mężczyzny. W pewnych momentach życie wymaga ode mnie pomocy mężowi i córkom. To taka wzajemność relacji. Uprawianie takiego zawodu rzeczywiście naraża nas na emocjonalne zachwiania. Ludzie odchodzą od siebie z braku wyrozumiałości, że trudno poradzić sobie z porażką, czy sukcesem. Często świat pewnej ułudy przenoszą do domu, bo wydaje im się, że tak ma wyglądać ich życie. I to, myślę, jest powodem rozwodów, w wyniku których najgorzej cierpią dzieci.
You!: Myśli Pani, że "szczęście leży na terenach między ekstazą a aprobatą"?
B.K.: Nie można tego chyba zamykać między jednym biegunem a drugim. Żaden mądry nie napisał, ani nie napisze, książki na ten temat. To, jak długo ze sobą jesteśmy i czy możemy ze sobą przebywać oraz odszukiwać się w życiu zależy od tego, jakimi ludźmi jesteśmy. Zrozumieć drugiego człowieka jest wtedy łatwiej, gdy najpierw zrozumiemy samych siebie.
You!: Rola matki nie należy chyba do najłatwiejszej.

Ze sceny zawsze można zejść, choćby nie wiem ile było bisów. Z macierzyństwem nie jest tak łatwo...

B.K.: Czasem brak mi cierpliwości to fakt, ale staram się każdą wolna chwilę spędzać z dziećmi. Teraz jest to o tyle trudne, że starsza córka studiuje dziennikarstwo w Warszawie. Jest już osobą ukształtowaną i na tyle silną wewnętrznie, że sobie w życiu poradzi. Natomiast młodszą Agatę trzeba jeszcze kształtować i poświęcać jej więcej czasu.
You!: Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Jakim są one dla Pani czasem i jak go Pani spędza?
B.K.: Są na pewno okresem szczególnym. Zawsze staram się być w tym czasie w domu i nie grać koncertów. Myślę, że są to jedyne święta, w czasie których możemy być razem i cieszyć się pięknymi chwilami. Z okresu, kiedy byłam małą dziewczynką pamiętam moment wyczekiwania świąt, zapach pomarańczy, pieczystego, ryb... Staram się żeby ta tradycja przeszła do mojej rodziny.
You!: Pamięta Pani swoją pierwszą małżeńską wigilię?
B.K.: Oczywiście. To były z jednej strony bardzo radosne święta, ponieważ urodziła się Kasia, z drugiej zaś smutne, bo wprowadzony został stan wojenny i nasza przyszłość była niepewna. Nie wiedzieliśmy, co będziemy robić, na ile jeszcze starczy nam pieniędzy. Mimo wszystko ciepło ją wspominam. Mieliśmy zielone drzewko, po które Andrzej jeździł specjalnie. Postanowił wtedy, że skoro jest nowonarodzone dziecko, to musi przywieźć prawdziwą choinkę. Czuliśmy w sercach żal. Zresztą o tym mówi piosenka "Prorocy świata".
You!: Nie mogę oprzeć się pytaniu o Pani ulubioną kolędę?
B.K.: "Cicha noc" oczywiście. Zawsze się przy niej rozczulam. Śpiewamy ją rodzinnie na głosy. Ta, chwytająca za serce, melodia zawsze najbardziej przypomina mi święta.
You!: Za progiem Nowy Rok, czy w związku z tym nowe plany?
B.K.: Czekają na nas w USA. Szykuje się sporo koncertów w kraju. Już teraz myślę nad drugą solową płytą, którą w przyszłym roku będę nagrywać.
You!: Zatem życzę Pani wspaniałych świąt i realizacji marzeń w nowym roku.
B.K.: Ja również życzę Państwu na święta wiele ciepła i miłości, o której dużo rozmawiałyśmy. Ale istotą jest, żeby być razem i cieszyć się tym, że po prostu jesteśmy.

   
I ŚWIATOWA RODZINA "YOU!"I SKŁAD REDAKCYJNY "YOU!" I PRENUMERATA I LIST OD WYDAWCY I