Adam Małysz


Arka Noego


Golec uOrkiestra





Czekamy do slubu? I Salome w dyskotece I Mistrz iluzji I Uwodzicielka

"Skoro wezwany dwojgiem oczu, gotowy jesteś przejść przez ogień, trzymając w dłoniach kroplę rosy - Nie jest to skryta tajemnica. To tylko miłość - Nic innego". Tak mniej więcej brzmiało moje lipcowe motto życiowe, ukradzione od Donki Najczewy. Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Dwa miesiące temu poznałam Michała. Były romantyczne spacery brzegiem morza i dużo ciepłych słów zapewniających o uczuciu.

Zbieraliśmy muszelki, wygrzewaliśmy się na słońcu, budowali fortece z piasku i prowadzili długie rozmowy o odpowiedzialności. Zakochałam się. Głupio i beznadziejnie jak wówczas, gdy przytrafiło mi się to po raz pierwszy. Tuz przed końcem turnusu Michał oświadczył, ze sezon niekontrolowanych emocji mamy już za sobą. I wszystko jest niby w porządku, tylko dlaczego tak boli?

Gośka

Sa rzeczy, których nie chcielibyśmy zgubić. Sprawiają nam przelotną radość. Nigdy jednak nie chcielibyśmy oderwać się od tego, co zapewniłoby nam trwałe szczęście: jest to bogactwo naszych relacji z innymi ludźmi. Niekiedy opuszczają nas oni, lecz nie zabierają ze sobą tego, co dała nam już ich obecność. Pozwolili nam wzrosnąć, a ich odejście niczego nam nie odbiera, ani nas nie poniża.
Trudne są niektóre spotkania, a cóż dopiero mówić o niektórych rozstaniach. W tych właśnie chwilach, gdy dochodzi do oderwania od siebie, decydującą rolę odgrywają myśli i monologi wewnętrzne. Dobrą rzeczą jest egzorcyzmowanie ich modlitwą. Przyzywanie obecności Ducha Świętego jest jedynym skutecznym lekarstwem na wakacyjne rozczarowania. Gdy przeżywamy oderwanie od siebie, doznaje wstrząsu nasze poczucie bezpieczeństwa. Rozdzielenie na skutek zerwania lub wyjazdu jednej z osób w dalekie strony, wystawiają na próbę naszą nadzieję zachowania miłości. W porywie gniewu przyrzekamy sobie solennie, że nigdy więcej nie będziemy tak głęboko przywiązywać się do drugiego człowieka. Chcemy uniknąć ponownego doznania tak bolesnego rozdarcia. Może lepiej byłoby nauczyć się oswajania lęku przed utratą, niż pozbawić się szczęścia uczciwego zaangażowania wobec osoby, która wiele dla nas znaczy?


Gdy rozstaje się dwoje ludzi w istocie nie jest to rozstanie całkowite. Więzy przekształcają się, nie ulegając całkowitemu zerwaniu. Wyrażenie zgody na czyjeś odejście wymaga od nas całej siły naszej miłości. Jest to spotkanie ostateczne, gdy stwierdzamy, do jakiego stopnia to, co przeżyliśmy z innymi, było zakorzenione w rzeczywistości, lub odwrotnie, do jakiego stopnia nasza więź uniosła się w próżni, jak roślina oderwana od podłoża. W istocie, być autentycznie zaangażowanym to znaczy być zdolnym do powiedzenia: Kocham cię tak głęboko, że pozwalam ci odejść, pomimo mojego cierpienia. Nie mam możności zatrzymania ciebie. Zgadzam się abyś odszedł, ponieważ nie jesteś moją własnością. Możesz odejść... Pozostaniesz jednak w moim życiu obecny na zawsze, z tym wszystkim, co mi dałeś, czego mnie nauczyłeś, czego mi dowiodłeś...

o. Tadeusz


 
   
I ŚWIATOWA RODZINA "YOU!"I SKŁAD REDAKCYJNY "YOU!" I PRENUMERATA I LIST OD WYDAWCY I