"Skoro
wezwany dwojgiem oczu, gotowy jesteś przejść przez ogień,
trzymając w dłoniach kroplę rosy - Nie jest to skryta tajemnica.
To tylko miłość - Nic innego". Tak mniej więcej brzmiało
moje lipcowe motto życiowe, ukradzione od Donki Najczewy.
Nie mogę w to wszystko uwierzyć. Dwa miesiące temu poznałam
Michała. Były romantyczne spacery brzegiem morza i dużo
ciepłych słów zapewniających o uczuciu.
Zbieraliśmy muszelki, wygrzewaliśmy się na słońcu, budowali
fortece z piasku i prowadzili długie rozmowy o odpowiedzialności.
Zakochałam się. Głupio i beznadziejnie jak wówczas, gdy
przytrafiło mi się to po raz pierwszy. Tuz przed końcem
turnusu Michał oświadczył, ze sezon niekontrolowanych emocji
mamy już za sobą. I wszystko jest niby w porządku, tylko
dlaczego tak boli?
Gośka
Sa
rzeczy, których nie chcielibyśmy zgubić. Sprawiają nam przelotną
radość. Nigdy jednak nie chcielibyśmy oderwać się od tego,
co zapewniłoby nam trwałe szczęście: jest to bogactwo naszych
relacji z innymi ludźmi. Niekiedy opuszczają nas oni, lecz
nie zabierają ze sobą tego, co dała nam już ich obecność.
Pozwolili nam wzrosnąć, a ich odejście niczego nam nie odbiera,
ani nas nie poniża.
Trudne są niektóre spotkania, a cóż dopiero mówić o niektórych
rozstaniach. W tych właśnie chwilach, gdy dochodzi do oderwania
od siebie, decydującą rolę odgrywają myśli i monologi wewnętrzne.
Dobrą rzeczą jest egzorcyzmowanie ich modlitwą. Przyzywanie
obecności Ducha Świętego jest jedynym skutecznym lekarstwem
na wakacyjne rozczarowania. Gdy przeżywamy oderwanie od
siebie, doznaje wstrząsu nasze poczucie bezpieczeństwa.
Rozdzielenie na skutek zerwania lub wyjazdu jednej z osób
w dalekie strony, wystawiają na próbę naszą nadzieję zachowania
miłości. W porywie gniewu przyrzekamy sobie solennie, że
nigdy więcej nie będziemy tak głęboko przywiązywać się do
drugiego człowieka. Chcemy uniknąć ponownego doznania tak
bolesnego rozdarcia. Może lepiej byłoby nauczyć się oswajania
lęku przed utratą, niż pozbawić się szczęścia uczciwego
zaangażowania wobec osoby, która wiele dla nas znaczy?
 |
Gdy rozstaje się dwoje ludzi w istocie
nie jest to rozstanie całkowite. Więzy przekształcają się,
nie ulegając całkowitemu zerwaniu. Wyrażenie zgody na czyjeś
odejście wymaga od nas całej siły naszej miłości. Jest to
spotkanie ostateczne, gdy stwierdzamy, do jakiego stopnia
to, co przeżyliśmy z innymi, było zakorzenione w rzeczywistości,
lub odwrotnie, do jakiego stopnia nasza więź uniosła się
w próżni, jak roślina oderwana od podłoża. W istocie, być
autentycznie zaangażowanym to znaczy być zdolnym do powiedzenia:
Kocham cię tak głęboko, że pozwalam ci odejść, pomimo mojego
cierpienia. Nie mam możności zatrzymania ciebie. Zgadzam
się abyś odszedł, ponieważ nie jesteś moją własnością. Możesz
odejść... Pozostaniesz jednak w moim życiu obecny na zawsze,
z tym wszystkim, co mi dałeś, czego mnie nauczyłeś, czego
mi dowiodłeś...
o.
Tadeusz