
Mam
20 lat, jestem studentem drugiego roku fizyki. Raczej wątpię,
abyście chcieli opublikować mój list, w tak dobrze "ułożonym"
magazynie jak wasz... Ale do rzeczy. Zaliczam się do stałych
bywalców dyskotek w naszym mieście i znam też prawie wszystkich
bramkarzy tu zatrudnionych.
 |
Po pierwsze: faktem jest, że zwyczajnie lubię taniec i nic
nie sprawia mi takiej frajdy, jak pokołysanie się w rytm
dobrej muzyki. Po drugie: nie jestem pewien, czy status
playboya przypisany mi przez dziewczyny, nie przechodzi
właśnie jakiejś fatalnej mutacji... Od jakiegoś czasu uważniej
przyglądam się dziewczynom kręcącym się na parkiecie. Jeszcze
rok temu super rajcowne wydawały mi się mini spódniczki,
"rozporeczki" i te rzeczy. Co tu dużo mówić! Niedopięte
bluzki w neonowej poświacie ultrafioletu, mało któremu facetowi
nie zakręcą w głowie. Patrząc na zmysłowe pląsy dziewczyn
i hipnotyczny trans, któremu poddają się w latyno-amerykańskich
rytmach, uświadomiłem sobie, że każda z nich - w języku
ciała i gestów - wysyła komunikat: Skosztuj mnie!
WIEDZIAŁEM, ZE MOŻLIWE JEST ZALICZENIE
WSZYSTKICH ETAPÓW ZNAJOMOŚCI W CZASIE JEDNEGO TAŃCA
 |
Nie
powiem, żeby dla nas, chłopaków było to pozbawiać uroku.
Przyjemność "na kilogramy" bez konieczności zadawania sobie
trudu rozmowy. (Mogłoby się okazać, że niewiele mamy do
powiedzenia!) Nie ma co ukrywać, jedyne co posiada znaczenie,
w czasie tak krótkiej i intensywnej znajomości, to sztuka
dotyku. Generalnie wydaje mi się, że wszyscy mężczyźni w
tej kwestii kierują się podobną zasadą:
POSTĘPUJEMY NA TYLE ŚMIAŁO I BIERZEMY
TYLE, NA ILE NAM DZIEWCZYNY POZWALAJĄ.
Na
marginesie. Biblijny podstęp Herodiady jest dla mnie, fizyka
absolutnie zrozumiały: postawiła ona na słabość mężczyzny
- jego libido - i wygrała. Spojrzenie, wzrok, odegrały jedynie
funkcję kuriera przenoszącego informację do najczulszego
organu seksualnego, jaki mężczyzna posiada - jego mózgu.
Zanim ogłupiały Herod zorientował się w całej sytuacji,
pułapka zamknęła się. Przebiegłość i inteligencja rozłożone
zostały na łopatki przez zmysłowość! Wracając do problemu
dyskotek myślę, że jest dużo prawdy w stwierdzeniu:
"NIE CENI SIĘ TEGO, CO ŁATWO I
BEZ WYSIŁKU PRZYCHODZI!"
 |
Dość
szybko nauczyłem się postępować zgodnie z zasadą: Użyj i
wyrzuć. Cała moja filozofia i wszystkie znane mi strategie
wzięły w łeb, kiedy pewnego dnia pojawiła się w dyskotece
nowa grupa dziewczyn. Była w nich jakaś inność, chociaż
niczym szczególnym nie różniły się od pozostałych. No, może
były mniej ekstrawagancko ubrane: żadnych przezroczystości
i konfekcyjnych prowokacji. Aha - najistotniejsze! One tańczyły
inaczej. Nie, nie gorzej czy też bez wyczucia rytmu, wręcz
przeciwnie! Poruszały się świetnie, a sam taniec - jak było
widać - sprawiał im mnóstwo radości. Wziąłem na celownik
jedną z nich, postępując według znanego mi scenariusza.
SPOTKAŁA
MNIE NIE LADA NIESPODZIANKA! ZBARANIAŁEM! MOJA WPRAWNA RĘKA
ZAPLĄTAŁA SIĘ W JAKIEŚ TASIEMKI. DZIEWCZYNA TRZYMAŁA DYSTANS,
NIE POZWALAJĄC MI NA "ANATOMICZNE" WYCIECZKI.
Po
ponowieniu przeze mnie próby, zostawiła mnie na środku parkietu
i odeszła. Co tu dużo ukrywać, byłem wściekły! Nie pamiętam
kiedy ostatni raz tak idiotycznie się czułem! Profesjonalista
w sztuce uwodzenia dostał odprawę na oczach wszystkich swoich
przyjaciół. Aby trochę po tym wszystkim ochłonąć, usiadłem
pod ścianą obserwując salę. Co takiego innego jest w tych
"obcych" - myślałem? Bazując na mojej wieloletniej dyskotekowej
"praktyce" uświadomiłem sobie, że:
TE DZIEWCZYNY RZECZYWIŚCIE TAŃCZYŁY
INACZEJ. NIE UŻYWAŁY SWOJEGO CIAŁA JAKO ARGUMENTU W DAMSKO
-MĘSKIEJ DYSKUSJI. ONE NIE WYKORZYSTYWAŁY GO JAKO WALUTY
PRZETARGOWEJ W HORMONALNEJ LICYTACJI.
Zaintrygowało
mnie to! Od tamtych wydarzeń minęło już wiele długich miesięcy.
 |
Niechętnie
przyznaję się do tego, ale tamta "staroświecka" dziewczyna
odkryła przede mną świat, którego nie podejrzewałem nawet
o istnienie. Fantastyczny świat, w którym wszystko ma swój
czas i swój niepowtarzalny smak. Każdorazowo, po szybkiej
dyskotekowej "znajomości" pozostawał mi jakiś niedosyt.
Niby wszystko było OK (osiołek, czyli ciało, dostało to
co chciało - sianko czułości), ale jednak daleki byłem od
dobrego samo-poczucia. Ostateczny wniosek moich refleksji
jest - jak na mnie - osłupiający. Przyszło mi do głowy,
że:
MOŻE RZECZYWIŚCIE SEKSU NIGDY DOSYĆ, ALE PO ŚLUBIE?!
Czy
to jest możliwe? Chłopaki, co o tym myślicie?
Tomek