Adam Małysz


Arka Noego


Golec uOrkiestra






Czekamy do ślubu? I Uwodzicielka I Mistrz iluzji I Sezon na emocje



Mam 20 lat, jestem studentem drugiego roku fizyki. Raczej wątpię, abyście chcieli opublikować mój list, w tak dobrze "ułożonym" magazynie jak wasz... Ale do rzeczy. Zaliczam się do stałych bywalców dyskotek w naszym mieście i znam też prawie wszystkich bramkarzy tu zatrudnionych.

Po pierwsze: faktem jest, że zwyczajnie lubię taniec i nic nie sprawia mi takiej frajdy, jak pokołysanie się w rytm dobrej muzyki. Po drugie: nie jestem pewien, czy status playboya przypisany mi przez dziewczyny, nie przechodzi właśnie jakiejś fatalnej mutacji... Od jakiegoś czasu uważniej przyglądam się dziewczynom kręcącym się na parkiecie. Jeszcze rok temu super rajcowne wydawały mi się mini spódniczki, "rozporeczki" i te rzeczy. Co tu dużo mówić! Niedopięte bluzki w neonowej poświacie ultrafioletu, mało któremu facetowi nie zakręcą w głowie. Patrząc na zmysłowe pląsy dziewczyn i hipnotyczny trans, któremu poddają się w latyno-amerykańskich rytmach, uświadomiłem sobie, że każda z nich - w języku ciała i gestów - wysyła komunikat: Skosztuj mnie!
WIEDZIAŁEM, ZE MOŻLIWE JEST ZALICZENIE WSZYSTKICH ETAPÓW ZNAJOMOŚCI W CZASIE JEDNEGO TAŃCA

Nie powiem, żeby dla nas, chłopaków było to pozbawiać uroku. Przyjemność "na kilogramy" bez konieczności zadawania sobie trudu rozmowy. (Mogłoby się okazać, że niewiele mamy do powiedzenia!) Nie ma co ukrywać, jedyne co posiada znaczenie, w czasie tak krótkiej i intensywnej znajomości, to sztuka dotyku. Generalnie wydaje mi się, że wszyscy mężczyźni w tej kwestii kierują się podobną zasadą:
POSTĘPUJEMY NA TYLE ŚMIAŁO I BIERZEMY TYLE, NA ILE NAM DZIEWCZYNY POZWALAJĄ.
Na marginesie. Biblijny podstęp Herodiady jest dla mnie, fizyka absolutnie zrozumiały: postawiła ona na słabość mężczyzny - jego libido - i wygrała. Spojrzenie, wzrok, odegrały jedynie funkcję kuriera przenoszącego informację do najczulszego organu seksualnego, jaki mężczyzna posiada - jego mózgu. Zanim ogłupiały Herod zorientował się w całej sytuacji, pułapka zamknęła się. Przebiegłość i inteligencja rozłożone zostały na łopatki przez zmysłowość! Wracając do problemu dyskotek myślę, że jest dużo prawdy w stwierdzeniu:
"NIE CENI SIĘ TEGO, CO ŁATWO I BEZ WYSIŁKU PRZYCHODZI!"

Dość szybko nauczyłem się postępować zgodnie z zasadą: Użyj i wyrzuć. Cała moja filozofia i wszystkie znane mi strategie wzięły w łeb, kiedy pewnego dnia pojawiła się w dyskotece nowa grupa dziewczyn. Była w nich jakaś inność, chociaż niczym szczególnym nie różniły się od pozostałych. No, może były mniej ekstrawagancko ubrane: żadnych przezroczystości i konfekcyjnych prowokacji. Aha - najistotniejsze! One tańczyły inaczej. Nie, nie gorzej czy też bez wyczucia rytmu, wręcz przeciwnie! Poruszały się świetnie, a sam taniec - jak było widać - sprawiał im mnóstwo radości. Wziąłem na celownik jedną z nich, postępując według znanego mi scenariusza.
SPOTKAŁA MNIE NIE LADA NIESPODZIANKA! ZBARANIAŁEM! MOJA WPRAWNA RĘKA ZAPLĄTAŁA SIĘ W JAKIEŚ TASIEMKI. DZIEWCZYNA TRZYMAŁA DYSTANS, NIE POZWALAJĄC MI NA "ANATOMICZNE" WYCIECZKI.
Po ponowieniu przeze mnie próby, zostawiła mnie na środku parkietu i odeszła. Co tu dużo ukrywać, byłem wściekły! Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak idiotycznie się czułem! Profesjonalista w sztuce uwodzenia dostał odprawę na oczach wszystkich swoich przyjaciół. Aby trochę po tym wszystkim ochłonąć, usiadłem pod ścianą obserwując salę. Co takiego innego jest w tych "obcych" - myślałem? Bazując na mojej wieloletniej dyskotekowej "praktyce" uświadomiłem sobie, że:
TE DZIEWCZYNY RZECZYWIŚCIE TAŃCZYŁY INACZEJ. NIE UŻYWAŁY SWOJEGO CIAŁA JAKO ARGUMENTU W DAMSKO -MĘSKIEJ DYSKUSJI. ONE NIE WYKORZYSTYWAŁY GO JAKO WALUTY PRZETARGOWEJ W HORMONALNEJ LICYTACJI.
Zaintrygowało mnie to! Od tamtych wydarzeń minęło już wiele długich miesięcy.

Niechętnie przyznaję się do tego, ale tamta "staroświecka" dziewczyna odkryła przede mną świat, którego nie podejrzewałem nawet o istnienie. Fantastyczny świat, w którym wszystko ma swój czas i swój niepowtarzalny smak. Każdorazowo, po szybkiej dyskotekowej "znajomości" pozostawał mi jakiś niedosyt. Niby wszystko było OK (osiołek, czyli ciało, dostało to co chciało - sianko czułości), ale jednak daleki byłem od dobrego samo-poczucia. Ostateczny wniosek moich refleksji jest - jak na mnie - osłupiający. Przyszło mi do głowy, że:
MOŻE RZECZYWIŚCIE SEKSU NIGDY DOSYĆ, ALE PO ŚLUBIE?!
Czy to jest możliwe? Chłopaki, co o tym myślicie?

Tomek

 

 
   
I ŚWIATOWA RODZINA "YOU!"I SKŁAD REDAKCYJNY "YOU!" I PRENUMERATA I LIST OD WYDAWCY I