Adam Małysz


Arka Noego


Golec uOrkiestra



przeciw ateizacji - odpowiedź na apel Jana Pawła II 



Kliniki aborcyjne I Śmiertelna pułapka - narkotyki I Zniszczony fundament I Łono - najbardziej niebezpieczne miejsce w Polsce I Manifest Trzeciego Tysiąclecia


W ubiegłym roku podjęłam się pracy wolontariuszki w przykościelnej kuchni, wydającej posiłki dla bezdomnych. Dopiero kilka miesięcy temu zdałam sobie sprawę z tego, dlaczego przez cały ten czas, moja praca przynosiła mizerne owoce. Właściwie każdy może podawać jedzenie lub picie, czy chociażby ubranie, ale kto dołącza do tego troskę i współczucie? Chociaż moje intencje wydawały się być czyste, tylko połowicznie wykonywałam posługę do której zostałam zaproszona. Nie wkładałam w nią serca. Odmierzałam współczucia tyle, na ile było ono konieczne, by zmniejszyć cierpienie fizyczne. Dostrzegałam puste żołądki tych ludzi, ale nie przyczynę ich głębokiego cierpienia. Udawałam tylko miłosierdzie, stylizując się na kogoś szlachetnego.

Nędza była dla mnie rzeczą odrażająca i obca. W kontaktach z ubogimi koncentrowałam się na ich sytuacji finansowej, nie widząc bólu ich odrzucenia. Bezdomni byli kimś więcej niż tylko ekspresyjna ilustracja do smutnych statystyk. Jakże samolubna rzeczą była moja drobnomieszczańska tęsknota za stabilizacja? Moje pragnienie zabezpieczenia sobie, poprzez filantropię, życia wiecznego? Kilka miesięcy temu wraz z moja przyjaciółka roznosiłyśmy po jadalni suchy prowiant, który ludzie zabierali do domów. Kiedy zbliżyłam się do jednego ze stolików, zauważyłam dwudziestoletniego, niepełnosprawnego mężczyznę. "Ja też chcę być kochanym!" wykrzyknął, nie troszcząc się o prawidłowy szyk wyrazów. Chociaż jego wzrok nie był skierowany na konkretna osobę wiedziałam, że adresował je do mnie. Moja przyjaciółka obrzuciła go podejrzliwym spojrzeniem i obie szybko wróciłyśmy do pracy. Czułam się winna, że zignorowałam krzyk tego człowieka i sfrustrowana, bo nie wiedziałam, jak na nie odpowiedzieć. Kiedy innym razem przechodziłam obok niego, usłyszałam, jak ponownie wymamrotał coś pod nosem. był to bardzo delikatny szept, szloch raczej, pytanie, które dotknęło mnie Jak żadne inne dotąd: "Dlaczego nikt mnie nie widzi? Czy ja jestem szyba?" Zdałam sobie sprawę, że nie chciałam nawiązywać z bezdomnymi żadnych relacji, ponieważ w głębi serca gardziłam nimi. Niewinne stwierdzenie tego człowieka skonfrontowało mnie z prawda o sobie. Uzmysłowiło mi, jak bardzo wszyscy ludzie potrzebują zapewnienia o tym, że są godni miłości i zasługują na uwagę. Podtrzymywanie na duchu jest równie ważne jak podsunięty talerz zupy, być może nawet ważniejsze. Bezdomni mogą otrzymać posiłek od kogokolwiek, ale kto będzie na tyle hojny, by rozpocząć rozmowę zainteresować się ich życiem

 

nr 21, 2000


 
   
I ŚWIATOWA RODZINA "YOU!"I SKŁAD REDAKCYJNY "YOU!" I PRENUMERATA I LIST OD WYDAWCY I