Adam Małysz


Arka Noego


Golec uOrkiestra

przeciw ateizacji - odpowiedź na apel Jana Pawła II



Las - bandaż ciszy I Do Milówki wróć I Izrael - Ziemia Obietnicy




Czy można opowiedzieć o tym, co czuje serce? Czy można zrelacjonować spotkanie człowieka z Bogiem? Im częściej opowiadam o mojej, naszej pielgrzymce do Rzymu na 15 Światowe Dni Młodzieży, tym częściej stwierdzam, że odpowiedź na powyższe pytania jest przecząca. Ponad 2 miliony ludzi, którzy przybyli na zaproszenie Ojca Św. do Rzymu, to ludzie wybrani, szczęśliwi, bo widzieli, słyszeli i mogli zapisać w sercu wielkie dzieła Pana. Wielkie dzieła Boga w roku Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa. Papież na pewno jest świadomy niedoskonałości ludzkiego przekazu, a jednak prosił nas, abyśmy radość tych dni zawieźli do swoich środowisk. Czy można odmówić Ojcu Św.?
Nasze pielgrzymowanie rozpoczęło się w poniedziałkowy poranek.

W mojej grupie znalazły się osoby z kilku wspólnot neokatechumenalnych. Niekoniecznie młodzi według metryki, na pewno młodzi duchem. Pełni entuzjazmu, nadziei, ale również różnych projekcji, wyobrażeń wyruszyliśmy z Lublina. Czas pokazał, że nasze plany niekoniecznie były zbieżne z tym, co przygotował dla nas Bóg. Już w autokarze jednym było zbyt ciasno, innym zbyt ciepło. Pan prowadził nas ku Ziemi Obiecanej, a my jak Izraelici, szemraliśmy. Noc w autokarze, a ranek już na ziemi włoskiej. Ciepło, coraz cieplej, gorąco. Dojechaliśmy do Campagnano, gdzie mieliśmy mieszkać. Okazało się, że aby dotrzeć do Rzymu, trzeba wcześniej dojechać do dosyć odległego Cesano, a nasze autokary wracały do Polski. Chwila zwątpienia: co teraz, jak dostaniemy się do Rzymu? l znowu szemranie.
Jacy byliśmy małej wiary. Czy po to Bóg kazał przyjechać nam do Włoch, abyśmy mogli przebywać jedynie w pięknym Campaniano i nie mieli możliwości zobaczenia Rzymu? Ale Bóg przychodzi właśnie wtedy, gdy trzeba działać w trudnych sytuacjach! Bracia Włosi przetransportowali nas własnymi samochodami. Znaleźliśmy się na Placu Św. Piotra w chwili, gdy Jan Paweł II otwierał 15 Światowe Dni Młodzieży. Włosi przyjęli nas do swoich domów, szkół. Byli bardzo otwarci. Szczerość intencji uwidoczniała się na każdym kroku. Wydawało się, że zajmują się tylko nami, że inne zajęcia odsunęli na plan dalszy. To były gorące dni nie tylko ze względu na temperaturę. Z wielkim wzruszeniem żegnałam rodzinę, u której mieszkałam przez kilka dni.
Codziennie przed południem Polacy zbierali się na stadionie, aby słuchać katechez, które głosili arcybiskupi z Polski. F. Macharski. H. Muszyński mówili o świętości, która jest powołaniem każdego człowieka, bo święci to przecież zwykli ludzie.

Piosenki Arki Noego stały się dopełnieniem słów biskupów. Każde spotkanie wieńczono Eucharystią.
Wyjątkowym dniem dla mojej grupy był czwartek 17 sierpnia. Wtedy przechodziliśmy przez Drzwi Święte w Bazylice św. Piotra. Najpierw czekaliśmy w ogromnej kolejce. W wielkim upale pewną ulgę dawała woda, którą nas polewano. Dla wielu ta woda nabrała znaczenia symbolicznego. Oczyszczeni w ten sposób przekraczaliśmy Święte Drzwi. Było to jak przejście z ciemności grzechu do światła łaski. Zwłaszcza, że dzięki nawiedzeniu Bazyliki można uzyskać odpust zupełny. Jeszcze zachwyt wnętrzem Kościoła - a potem Eucharystia w Circo Massimo - miejscu, gdzie zginęło bardzo wielu Chrześcijan. W miejscu uświęconym krwią męczenników uobecnił się sam Jezus Chrystus.
Chwalić Boga można wielorako -przez modlitwę, dobre czyny, ale również poprzez właściwe korzystanie z Boskich darów. Żar lał się z nieba, dlatego postanowiliśmy spędzić kilka godzin nad jeziorem. O! Jak bardzo byliśmy wdzięczni Panu, że przy stworzeniu świata wymyślił coś tak cudownego jak woda na upalne dni. Oczywiście nie zapomnieliśmy również o zwiedzaniu Wiecznego Miasta. Szczególnie zachwycające okazały się kościoły Rzymu. Forum Romanum wzbudziło refleksję nad przemijaniem, a Coloseum nad wartością męczeństwa.
Wyjątkowym dniem wśród "szczególnych dni pielgrzymki" był piątek 18 sierpnia. Wtedy w Campagnano miała miejsce Droga Krzyżowa, w której uczestniczyli pielgrzymi - Polacy i gospodarze - Włosi. Modlitwa na wąskich uliczkach miasteczka, przy świecach niesionych przez uczestników pozostanie na długo w naszej pamięci. A po modlitwie - uczta arbuzowa na placu. Nie przepadam za arbuzami, ale te włoskie były arcysmaczne - słodkie i soczyste. Wspólna radość - śpiew i taniec - tak zakończył się kolejny etap pielgrzymki.
Spaliśmy około dwóch godzin, a już o piątej rano wyruszyliśmy ku Tor Yergata - miejscu spotkania z Ojcem Św. Plac Tor Yergata można porównać do wielkiej patelni.

Ponad 2 miliony ludzi oczekiwało w temperaturze 50 stopni Celsjusza. Piliśmy ciągle wodę i pociliśmy się każdym porem ciała, l to właśnie było wielkie świadectwo. Bo, jak powiedział jeden z komentatorów, nikt tylko z ciekawości nie podejmie się takich trudów.
My wiedzieliśmy, że czekamy na epokowego człowieka i epokowe przesłanie. Papież zwołał młodych, od których zależy przyszłość świata. Ojciec Św. rozpoznaje czas. wskazuje konieczność wyboru między nauką Jezusa Chrystusa, który daje życie, a prowadzącą do śmierci katechezą świata. W czasie tego spotkania Papież był młody. Dziękował za przybycie, uśmiechał się, wystukiwał rytm śpiewanych pieśni. Był wzruszony. Zgromadzeni młodzi ludzie ciągle pozdrawiali Ojca Św., reagowali bardzo żywiołowo na Jego słowa, a przecież nie jest on popularnym idolem mówiącym o łatwych sprawach. Młodzi ludzie zdawali się powtarzać słowa Piotra: "Panie, dokąd pójdziemy, Ty masz słowa życia wiecznego".
Słuchaliśmy słów Piotra naszych czasów. Później okazało się, że każdy zapamiętał wyraźnie tylko jakiś fragment, czasem jedno zdanie. Trudno byłoby powtórzyć całość przemówienia Papieża. Nawet ta słabość ludzkiej pamięci ma wielkie znaczenie. Młodzi są wielką nadzieją Ojca Św., wielką nadzieją Chrześcijaństwa, ale nie muszą być monolitem. W bogactwie różnorodności uobecnia się nauka Jezusa Chrystusa przekazywana przez Jana Pawła II.
Dlatego jeśli każdy i każda z nas zapamięta i zrealizuje w swoim życiu jedno zdanie z tej nauki, to wszyscy razem zapamiętamy i zrealizujemy całość nauczania. Mądrość Ojców Pustyni porównuje słowa Jezusa do wody oczyszczającej owoce. Woda przepływając usuwa zanieczyszczenia.

Po pewnym czasie wody nie widać, a owoce są czyste. Tak właśnie jest z nauczaniem Jana Pawła II. Jego słowa zmieniają życie słuchających. Najwspanialszy jest fakt, że gdy Papież mówił o konieczności poszanowania życia, o czystości i wierności, młodzi ludzie, przybyli przecież ze świata o odmiennych kulturach, bili brawo. Bili brawo wtedy, gdy słyszeli trudne słowa, trudne zadania. Świat mówi: "Bądź realistą, planuj swoje życie, karierę, myśl o sobie, Bóg jest gdzieś tam daleko, a może go nie ma." Tymczasem Piotr naszych czasów nauczał, że nie wolno być realistą trzeba usunąć grunt spod nóg i oprzeć się na Bogu. "Nie bój się swego powołania, idź za Chrystusem, wątpliwości rozstrzygaj na jego korzyść, nie bądź człowiekiem twardo chodzącym po ziemi" - mówił Papież. Przypomniał jeszcze, że Jezus Chrystus nigdy się od nas nie odwraca, nawet jeśli my, wchodząc w grzech, odwracamy się od niego. On czeka, zawsze daje swoją miłość. Jeśli uczynimy Eucharystię centrum naszego życia, ona da siłę, by trwać przy Jezusie.
W kontekście Papieskiego nauczania szczególną wymowę miały świadectwa ludzi z różnych stron świata. Zapamiętałam zwłaszcza wypowiedź młodego człowieka z Angoli, który mówił o przebaczeniu zabójcom swoich bliskich.
Papież kilkakrotnie podczas spotkania na Tor Vergata, i w sobotę, i w czasie niedzielnej Eucharystii, mówił po polsku, jakby chciał podkreślić, że jest Polakiem. Powiedział, a potem tłumaczył na włoski polskie przysłowie: "Kto z kim przestaje, takim się staje". Jaki jesteś dla innych, co dobrego ludzie mogą uzyskać z obcowania z tobą? Na koniec nocnego czuwania podziwialiśmy wspólnie z Papieżem sztuczne ognie. Spaliśmy na placu, a nad naszymi głowami świeciły miliony gwiazd i uśmiechał się Pan Bóg.
Eucharystia na Tor Yergata formalnie zakończyła Dni Młodzieży, ale wspólnoty neokatechumenalne czekały jeszcze na spotkanie z Kiko Arguello - założycielem Drogi. Odbyło się ono w Circo Massimo 21 sierpnia. Wszyscy mogliśmy jeszcze raz usłyszeć słowa Ojca Św. Mogliśmy jeszcze raz wsłuchać się w głos serca, aby odkryć powołanie. Małżeństwo..., kapłaństwo.... zakon...? Kiko wołał młodych ludzi do prezbiteratu i do zakonu. Około sześć tysięcy chłopców i dziewczyn wstało, ofiarowało swoje życie, oddało do bezwzględnej dyspozycji Bogu, wyraziło gotowość pełnienia Jego Woli. Młodzi ludzie szli do ołtarza, aby uzyskać błogosławieństwo, wyglądali jak płynąca rzeka. Widziałam dziewczynę, która nagle zerwała się i pobiegła ku ołtarzowi, zupełnie tak jakby wyrwała się z jakiś więzów. Wiem, że byli też tacy . którym zabrakło odwagi, aby wstać i pójść, dlatego po błogosławieństwo posłali swoje dusze.
Tego wieczora po spotkaniu z Kiko Bóg kolejny raz przyszedł do mojej wspólnoty w chwili zwątpienia. Musieliśmy zdążyć na pociąg do Cesano, mieliśmy tylko 15 minut. Do kolejki trzeba było dojechać metrem. Nikt nie wierzył, że nam się uda. W końcu metro w Rzymie ma ograniczoną przepustowość, a chciało z niego skorzystać prawie w jednej chwili około 100 tysięcy osób. A jednak zdążyliśmy, pociąg na nas czekał, opóźnił się nieco. Było to niesamowite. W dodatku w Cesano okazało się, że Włosi znowu na nas czekają służą samochodami, zapraszają na kolację. Pan Bóg przewidział. Nasz katechista, odpowiedzialny za grupę, chłop jak dąb, miał łzy w oczach, gdy mówił o swoim zwątpieniu i wierności Boga, który przychodzi właśnie wtedy, gdy człowiek najbardziej wątpi.
Następnego dnia po Eucharystii pojechaliśmy do Asyżu, a potem do Wenecji. Morze, piękna architektura, malarstwo - to było dopełnienie wielkich Dni, w których uczestniczyliśmy. A w drodze powrotnej do Polski, w Austrii spotkała nas burza, padał olbrzymi grad. śnieg. W życiu człowieka każda chwila ma jakieś znaczenie. Nasz strach w autobusie też był cenny. Mogliśmy sobie uświadomić, jak mali i słabi jesteśmy, a mimo to Bóg ciągle powierza nam swoje skarby - słowo, miłość, wierność. Już w Polsce pokrzepiliśmy siły fizyczne - jedząc obiad, a przede wszystkim siły duchowe -sprawując Eucharystię. l wróciliśmy do domu, aby przynieść miłość, radość, przesłanie 15 Światowych Dni Młodzieży. A za 2 lata jedziemy do Kanady. Wszak znowu otrzymaliśmy zaproszenie od Ojca Św.

DO ZOBACZENIA W TORONTO


 
   
I ŚWIATOWA RODZINA "YOU!"I SKŁAD REDAKCYJNY "YOU!" I PRENUMERATA I LIST OD WYDAWCY I