Adam Małysz


Arka Noego


Golec uOrkiestra



przeciw ateizacji - odpowiedź na apel Jana Pawła II 



Ekstra energetyczny drink I Awionetka dla Jana Chrzciciela



Wszystko wydarzyło się na „Moście Spojrzenia”. Kilka lat temu znaleziona została stara, mocno nadszarpnięta przez ząb czasu rycina przedstawiająca ołtarz: „Jan Chrzciciel i cherubiny”.

Z informacji które udało się zgromadzić wynikało, że ołtarz jest dziełem Wita Stwosza, chociaż historycy sztuki niewiele wiedzieli na jego temat. Według znawców przedmiotu średniowieczny zabytek miał ulec zniszczeniu, przegrywając z bezmyślnością konserwatorów, pomysłowością korników i żywiołem ognia. Trudno dociec, co przeważyło: chęć zmierzenia się z ręką mistrza, aura tajemnicy spowijająca zaginione dzieło sztuki, posmak przygody czy urzekająca pięknem, gipiura drewnianych koronek.
W każdym razie stało się: rzucono zuchwały w swojej odwadze pomysł zrekonstruowania, wyrzeźbienia na nowo ołtarza Jana Chrzciciela. Nawet laik domyśla się, że przedsięwzięcie tego typu wymaga kilku, jeśli nie kilkunastu lat pracy, profesjonalizmu i szczególnego wariactwa, które niektórzy nazywają obsesją artystyczną. Wyzwanie podjęła 13-osobowa grupa pasjonatów-snycerzy. Połączyła ich wiara przekraczania "niemożliwego" i radość wspólnego działania.


Zanim w ruch poszły dłuta, młotki i dłutka trzeba było zaopatrzyć się w materiał do wyrzeźbienia ołtarza, tzn. lipowe drewno. Właśnie ono posiada warunki technologiczne, przyjazne zarówno dla snycerzy jak i rzeźbiarzy. Jest na tyle zwięzłe, jednorodne i twarde, że można wypracowywać w nim szczegóły, ale i na tyle miękkie, żeby nie sprawiać większych trudności w obróbce. Zgodnie z tradycją drzewo przeznaczone do rzeźby powinno mieć określoną wilgotność, co znaczy, że powinno przejść długi proces suszenia. Na Ołtarz Mariacki dla przykładu drewno schło około 100 lat. Część potrzebnej na ołtarz lipy znajdowała się w szkolnej suszarni - leżakowała w balach prawie 12 lat. Po brakującą część drewna wybrano się do nadleśnictwa, gdzie akurat przeprowadzano sezonową wycinkę. Tam zakupiono surowiec na pniu, wybierając drzewa lipowe: równe. o prostym pniu. bez zranień i pęknięć i o odpowiedniej średnicy. Drzewo przeznaczone do rzeźby nie może mieć skaz ani ukrytych wad. Często właśnie lipy (z racji swoich rozmiarów) ściągają uderzenia pioruna w efekcie z zewnątrz wyglądają na zdrowe, ale ich rdzeń jest już spróchniały. Po upływie czasu chore drzewo zaczyna "pracować", odkształca się i deformuje.
Minął miesiąc. Klasa snycerki zgodnie ze szkolną rozkładówką wycieczek wyjechała do Krakowa. Pod wieczór, zmęczeni zwiedzaniem historycznego grodu. młodzi marzyli już tylko o odpoczynku. W pobliżu znajdował się jednak Kościół św. Floriana. Weszli do środka (jak się okazało tuż przed jego zamknięciem) i...oniemieli. W półcieniu bocznej nawy znajdował się ołtarz ze starej ryciny. Ich ołtarz. Trzeba było zmierzyć się z "rozczarowaniem" (jednak przetrwał?!) i artystyczną ambicją (powielenie to odtwórczość a nie twórczość!).

Czy warto było porywać się z motyką na księżyc, skoro ołtarz zachował się? Ostatecznie przekonał ich stan zabytku - próchno sypało się ze wszystkich stron.
Po powrocie do Lublina wzięli się ostro do pracy. Pierwszym etapem było rzucenie na ścianę foliogramu ryciny i przeniesienie go m skali 1:1 na karton. Odrysowywano najbardziej pracochłonne detale snycerskie: pinakle (elementy "sterczące"), baldachim koronek. Wieżyczki i naczułki. Całość ołtarza podzielona została na segmenty, za nią też poszedł podział pracy grupy. Przyszedł czas na (wykonanie modeli z plasteliny i gliny.

Po tym wszystkim dopiero powstawały odlewy gipsowe, służące do przeniesienia poszczególnych płaszczyzn ołtarza w drewno.
W ramach wolnej interpretacji zamieniono portrety ze sceny balkonowej oryginału. Tam, gdzie umieszczone były portrety współwykonawców ołtarza, najprawdopodobniej uczniów z pracowni Wita Stwosza, teraz miały znaleźć się ..główki" współczesnych snycerzy.
Stopniowo entuzjazm zaczął ustępować miejsca morderczemu zmęczeniu, mozół cyzelowania, dopracowywanie szczegółom, monotonia kształtowania formy krok po kroku. Okazało się. że głowa Salome z płaskorzeźby znalazła się za blisko tła. gdy tymczasem na rycinie pochylona jest dynamiką tanecznego kroku w lewo. Należało ją odciąć i zacząć pracę nad nową wersją (historyczny remis 1:1!). Pojawił się nowy problem. W jakim geście, pod jakim kątem powinny się znaleźć dłonie ewangelicznego przyjaciela Jezusa?

Dla Beaty to nie lada wątpliwość, ponieważ w krakowskim oryginale prawa dłoń Jana zakończona jest kikutem. Fryzury cherubinów zaczęły śnić się Jarkowi po nocach, w końcu każdy z aniołów posiada inne "uczesanie". (Brak konsekwencji koncepcyjnej fryzur uchodzi za identyfikator artystyczny mistrza Wita). Normą stały się późne powroty do domu. Zajęcia w pracowni pochłaniają coraz więcej czasu, odlewy gipsowe zakończono o 3 godzinie w nocy. Żywiczny zapach drewna unosi się nad głowami. Jak w niemym filmie zatrzymują się kadry. Cherubin zastygł w przyklęku, drży taca z głową proroka.


Tomek Błażejczyk - konstrukcja, płaskorzeźba
Zbigniew Kolasa - konstrukcja, kolumny, korony
Artur Pluta - zwieńczenia, ornament na plecach, dokumentacja fotograficzna
Michał Próchniak - konstrukcja, korony (nad grupą główną)
Bartosz Rejmak - koronka główna
Magdalena Rudko - płaskorzeźba
Jarosław Skoczylas - grupa główna
Magdalena Sprawka - zwieńczenia (góra)
Marcin "Stefan" Stefański - konstrukcja, zwieńczenia skrzydeł, balkony
Beata Urniaż - grupa główna
Weronika Wójcik - płaskorzeźba
Artur Zdun - płaskorzeźba, dokumentacja fotograficzna
Joanna Żurawska - portrety grupy na balkonach

Opiekun grupy snycerskiej:
dr historii sztuki Ewa Małek


 
   
I ŚWIATOWA RODZINA "YOU!"I SKŁAD REDAKCYJNY "YOU!" I PRENUMERATA I LIST OD WYDAWCY I