Adam Małysz


Arka Noego


Golec uOrkiestra




Darek Malejonek - gitarzysta, kompozytor, wokalista. Publiczności znany z występów w Houku, Armii; 2Tm 2,3 i Arce Noego ("taki duży!"). Laureat Fonograficznej Nagrody -Fryderyk 2000 r. Współpracuje z fińskim reżyserem Miki Taurismakim ilustrując muzycznie jego filmy. Prywatnie: mąż Elżbiety ojciec trójki dzieci.


Nazywam się Darek Malejonek. Chciałbym podzielić się z wami tym, co Jezus uczynił w moim życiu. Kiedyś bytem jak szczur w klatce.

Miotałem się w niewoli swoich urojeń i żądz, wypróbowując coraz nowsze protezy szczęścia i wolności. Teraz jestem człowiekiem wolnym, który doświadczył miłości Jezusa Chrystusa.
Moja droga do Boga, a raczej to, w jaki sposób Jezus przyciągnął mnie do siebie, jest trochę nietypowa. Gdy bytem nastolatkiem, zauważyłem, że rzeczywistość wokół mnie nie werbalizuje świata do końca; wiedziałem, że musi być coś więcej. Odczuwałem w sercu wielką pustkę. Starałem się ją desperacko zapełnić. Przeczytałem mnóstwo książek na różne tematy: trochę filozofii, trochę Vonneguta. Lubiłem cyniczne, nihilistyczne myślenie sprytnie opisujące świat. Jezus Chrystus byt dla mnie wtedy postacią mityczną, bajkową. Kościół katolicki kojarzył mi się z martwą religią, z czymś, co nie ma nic wspólnego z Bogiem, z prawdziwą wiarą. Potem zaciekawiły mnie filozofie i religie Wschodu. Doświadczyłem wtedy mocno, że Pan Bóg z każdej sytuacji może wyprowadzić dobro, posługując się w tym celu naszymi wadami i brakami. Byłem wówczas człowiekiem bardzo...


YOU!: Leniwym?
Maleo: Nie tyle leniwym, co rozkojarzonym. To nie pozwoliło mi wciągnąć się mocniej w medytacje. Teraz widzę w tym palec Boży. Pewnego dnia zapukali do mnie świadkowie Jehowy i zaproponowali kurs biblijny. Grałem wówczas muzykę reggae, która ma dużo odniesień do Starego Testamentu i byłem ciekaw tego, co nowego lektura Pisma św. może wnieść do mojego życia. Po pewnym czasie zauważyłem, że Biblia, której używają świadkowie Jehowy, jest zmodyfikowaną wersją Pisma św. Posługują się oni wyrwanymi z kontekstu czytaniami w uprawomocnianiu swojej doktryny. Również w tej sytuacji Pan Bóg obrócił zło w dobro, bo dzięki tak specyficznej edukacji poznałem całkiem nieźle Pismo święte. Znam całe passusy Biblii na pamięć.

YOU!: Jak wyglądał Twój pierwszy kontakt z muzyką?
Maleo: Wszystko zaczęło się od falstartu. Gdy bytem w podstawówce, mama wysłała mnie na lekcje gry na mandolinie. Była to dla mnie katorga. Przez okno widziałem, jak koledzy kopali pitkę, a ja musiałem grać jakieś "Barony Cygańskie", których nienawidziłem. W siódmej klasie kolega puścił mi Black Sabbath. Wymiękłem - kumpel miał dobry sprzęt... Powiedziałem: to jest moja muzyka! Wtedy założyłem pierwszy zespół, rodzice kupili mi gitarę. Nauczyłem się grać "Dom Wschodzącego Słońca" Animalsów i na wszystkich wyjazdach, ogniskach, błyszczałem w towarzystwie (śmiech). Wkrótce założyłem swój pierwszy zespół: Ultraviolet. Potem pojawiła się Kultura, po połączeniu z kapelą Roberta Trylewskiego: Izrael - Kultura; wciągnęły mnie festiwale w Jarocinie. W 1986 roku zacząłem grać z "Gumą" w Moskwie. Potem przyszła Armia, Houk. Przez chwilę miałem krótki romans z Czad Komando TILT. Razem z Gogiem i Franzem wybrałem się w słynną trasę do ZSRR, która zakończyła się tym, że Gogo ucałował polską ziemię na lotnisku, kiedy udało nam się wrócić. Okazało się, że tylko my nie byliśmy doinformowani o handlowym charakterze wyjazdu. Program ZSMP-owskiej wycieczki nie przewidywał żadnych koncertów. Wszyscy zaopatrzeni byli w towar na sprzedaż, a my mieliśmy ze sobą tylko gitary i wzmacniacze, (śmiech) Już po tygodniu skończył nam się prowiant. Nie mieliśmy co jeść, zaczęliśmy sprzedawać swoje ubrania. Trudno było odłączyć się od reszty załogi, bo znajdowaliśmy się na wspólnej, wycieczkowej liście. Powrót do kraju umożliwiła nam polska ambasada, która "zaopatrzyła" nas w bilety.

YOU!: Mówiłeś, że zacząłeś grać regae. Rastamani to ludzie religijni: śpiewają o Bogu, o pokoju, o miłości...
Maleo: No tak, oczywiście (śmiech)... Na pewno był to pierwszy kontakt z Biblią, wtedy odkryłem Pismo święte.

Zrozumiałem, że cały Stary Testament antycypuje przyjście Jezusa. Zobaczyłem, że Bob Marley większość tekstów opierał na Biblii. W 1988 roku przyjechała do Polski z trasą koncertową grupa No Longer Musie. Jest to formacja misyjna, który jeździ po całym świecie i głosi Słowo m. in. terrorystom IRA, ETA. Mój zespół Houk grał z nimi koncerty. Przeżyłem szok. Zobaczyłem wtedy, że w czasie koncertów rockowych ludzie oddają życie Jezusowi. Na początku lat dziewięćdziesiątych próbowałem środków psychodelicznych, jak się to mówi - "rozwijających świadomość". Było to LSD, niesamowite świństwo i trucizna, myślałem, że pomoże mi ono otworzyć umysł. Uważałem się za kozaka, ale wtedy, po raz pierwszy w życiu uwierzyłem w piekło. Wyglądało na to, że dostaję schizofrenii. Obezwładniał mnie gigantyczny, potworny lęk. Pierwszy raz w życiu na własnej skórze odczułem istnienie złych duchów. Doświadczyłem, że złe moce są potężne, a ja przy nich jestem słaby jak mrówka. Czułem się zupełnie bezradny. Czułem, że umieram. Zobaczyłem, co to znaczy śmierć duchowa. Kiedy doświadczałem szaleństwa, Jezus podał mi rękę, wyciągnął mnie z niego. Po raz pierwszy w życiu zacząłem się naprawdę modlić i dziękować Bogu z całego serca. Zrozumiałem, że Jezus Chrystus uratował moje życie, moją duszę. Wtedy właśnie wszedłem na drogę nawrócenia.

YOU!: Wiele osób twierdzi, że nie są narkomanami, ale palą trawę, bo nie wywołuje żadnych uzależnień. Jakie są Twoje doświadczenia?
Maleo: Może i nie wywołuje uzależnień fizycznych, ale gdy przestałem brać, zauważyłem jedną rzecz: żeby cokolwiek przeżyć, musiałem zapalić. By posłuchać muzyki, zachwycić się wschodem słońca, by przeżyć cokolwiek, nieodzowny był "dymek". Marihuana dla wielu młodych ludzi jest pomostem do narkotyków twardych.

YOU!: Wspomniałeś o trawie, o grzybkach...
Maleo: Raz tylko wypiłem makiwarę - później zaczęto mnie tak wszystko swędzieć, że ciągoty tego typu przeszły mi skutecznie jak ręką odjął. W 1994 r. zostałem zaproszony na czuwanie modlitewne do kościoła o. Paulinów. Tam miała miejsce modlitwa wstawiennicza o uwolnienie mnie ze zniewoleń demonicznych, otrzymałem też Słowo prorockie. Zdarzyła się wówczas jedna wspaniała rzecz. Ja czułem się po części protestantem, więc nie uznawałem Matki Bożej jako Królowej nieba. Gdy grupa modliła się w mojej intencji, otrzymałem Słowo - list od Niej. Powiedziała: "Synku, to Ja ciebie tutaj przyprowadziłam. Ja wyjednałam ci łaskę u mojego Syna". Upadłem na kolana: "Mamusiu, przecież ja myślałem, że Ciebie nie ma!" Tamtego dnia zrozumiałem, jak wielką moc ma Maryja. Oddałem całe moje życie Jezusowi, powierzyłem Mu całą swoją rodzinę. Wkrótce też wszedłem na Drogę Neokatechumenalną. Mniej więcej, w tym samym czasie, gdy brałem drągi i inne mocne rzeczy, Pan Bóg postawił na mojej drodze Elę. Zakochałem się w Niej bez pamięci. Z Jej przyczyny odsunąłem się od swojego środowiska i to uratowało mnie przed głębszym wejściem w narkotyki. Dla mnie istniała wtedy tylko Ela.

Potem, gdy w 1990 roku urodziła się Kasia, nie miałem już czasu, by chodzić na nocne imprezy. Widzę, że moja żona była darem z nieba. Będąc razem, żyliśmy jakiś czas bez sakramentu. Pismo święte mówi, że dzieci uświęcają małżeństwo. Łudziłem, że w mojej sytuacji to wystarczy. Ostatecznie, Bóg poprowadził całą naszą historię Swoimi drogami: w kwietniu 1995 roku zostałem -jako dorosły chłop - ochrzczony. Wkrótce przyjąłem sakrament bierzmowania. Wzięliśmy też ślub kościelny. Jest w Starym Testamencie taki fragment, kiedy król Dawid szedł na wojnę z Filistynami i nie miał miecza. Gdy poprosił kapłana o oręż, ten odpowiedział: "Jest tylko miecz Goliata, którego zabiłeś". A wtedy Dawid wziął miecz i powiedział: "Jest to najlepszy miecz". Zobaczyłem, że muzyka jest takim mieczem Goliata, który Bóg złożył moje ręce. Dzięki muzyce możemy teraz ewangelizować młodych ludzi i wyrywać ich ze szponów ciemności, bo muzyka wywiera na nich wielki wpływ. Wierzę, że wielu młodych ludzi nawróci się dzięki muzyce. Ja oddałem cały swój zespół, całe moje życie temu celowi. Alleluja! Jezus żyje i jest Zbawicielem!

YOU!: Kim jest dla ciebie Papież?
Maleo: Kimś bardzo ważnym. Był w moim życiu taki czas, że widząc Ojca świętego w telewizji - płakałem. Sam nie wiedziałem, dlaczego tak się dzieje. Uważam, że jest On szczególną osobą, wybraną przez Boga. Doświadczył w Swoim ciele tak wiele ludzkiego zła. Po prostu, kocham Go.

YOU!: Co chciałbyś powiedzieć młodym ludziom?
Maleo: Jeśli przyjdzie taki moment, w którym usłyszycie głos Jezusa w waszym sercu zapraszający do nawrócenia, nie wahajcie się! Idźcie za Nim! Nie odkładajcie tej decyzji na jutro! Wejdźcie w nawrócenie dzisiaj! Dziś, a nie jutro!
rozmawiali: Estera Matek i Grzegorz "Dziki"

 

 
   
I ŚWIATOWA RODZINA "YOU!"I SKŁAD REDAKCYJNY "YOU!" I PRENUMERATA I LIST OD WYDAWCY I