
Jest
czas łowienia ryb i czas suszenia sieci. Kochani! W Milówce
odpocząć się nie dało. Ciągle samochody z wycieczkami podjeżdżającymi
pod dom i oczekujący na autografy. Fani to cudowna rzecz,
ale musi być też czas na złapanie oddechu. Przez tydzień
byliśmy na Teneryfie.
 |
Wyspa leży
około 120 km od Afryki, terytorialnie przynależy do Hiszpanii,
ale klimat ma już typowo afrykański. Jednym ze specyficznych
uroków wyspy jest fakt, że posiada ona przywilej kontynentalny,
mianowicie: podróżując, można przeżyć na niej, cztery pory
roku w ciągu jednego dnia. Wypożyczyliśmy auto i jeździliśmy
po wyspie wzdłuż i w szerz. Zwiedziliśmy wulkan Pico de
Teide położony 3,5 tys. metrów n. p. m. Wjeżdża się na jego
szczyt przez "bramę" starego krateru o obwodzie 40 km. Do
wysokości 2300 m. dojechaliśmy w ciągu 50 minut autem, a
resztę trasy zaliczyliśmy (ziuuut!) kolejką w ciągu 8 minut.
Robi to wrażenie niesamowite! Wokół nic tylko przestrzeń,
zastygła lawa i popiół. Na szczycie wulkanu bardzo zimno,
niesamowity wiatr urywający głowy i... słońce. W stosunku
do hotelu skąd wyjechaliśmy, różnica jakieś 30 stopni Celsjusza.
W przeciągu niespełna dwu godzin trzykrotnie zmienialiśmy
garderobę. Najpierw były krótkie rękawki i szorty, potem
sezon jesienno-zimowy: bluzy, czapki, rękawiczki i puchowe
kurtki. Trzeciego dnia naszego pobytu wybraliśmy się na
sąsiednią wyspę La Gomerę. Wszędzie mgła. Istny Park Jurajski,
w górnych partiach brakowało tylko dinozaurów.
 |
Mnóstwo zieleni
i lasów laurowych. Zajadaliśmy się owocami morza. Łukasz
rozsmakował się w langustach, ja w małżach. Jeśli chodzi
o desery, lody i soki - wspaniałe! Czas mijał tak szybko!
Okna pokojowe z naszego hotelu dawały perspektywę z jednej
strony oceanu i palm, z drugiej przepięknych gór. Rewelacja.
Spokój. Spacerowaliśmy po plaży i nikt nie zwracał na nas
uwagi! Żałowaliśmy, że nie mogliśmy zostać dłużej. W dniu,
w którym opuszczaliśmy Teneryfę, w Hiszpanii rozpoczynała
się gorączka karnawałowa. Wg. znawców przedmiotu, drugiego
po Rio karnawału świata.